Szukaj

You are hereKultura / Felietony / Szwedzki sen nocy letniej

Szwedzki sen nocy letniej


Adam jak każdy nastolatek miał wiele marzeń
w zanadrzu i wielkie plany na przyszłość. Jednak jako jeden z nielicznych, postanowił złapać szczęście za uszy i pomóc sobie w drodze ku lepszemu. Sam uważał się za nieprzeciętnego marzyciela, któremu tylko wydaje się, że to,
o czym marzy, jest niedoścignione dla kogoś
z prowincjonalnej miejscowości na końcu Polski.


 

 

Tuż po zakończeniu technikum, po raz pierwszy do Adama uśmiechnęło się szczęście. Ponad 10 000 zł wygrane w jednej z gier losowych, otworzyło mu oczy i pokazało drogę ku spełnieniu marzeń. Chłopak, nie zastanawiając się długo, co zrobić z wygraną, spakował walizki, kupił bilet do Gdańska i wyruszył do docelowej miejscowości. Gdy dotarł na miejsce udał się prosto do portu, bowiem Gdańsk był jedynie punktem przeskoku w krainę młodzieńczych marzeń. Po kilkunastu godzinach spędzonych na promie Adam ujrzał z oddali ląd szczęścia, szczęścia, które właśnie przywiodło go tutaj – do Szwecji. Gdy postawił swoje pierwsze kroki w Nynäshamn, poczuł przypływ nieograniczonej energii i chęci podboju skandynawskiej krainy, w dobrym tego słowa znaczeniu.

Adam, 19-letni chłopiec z Bieszczad, znalazł się w państwie za siedmioma górami, za siedmioma lasami od domu, sam, bez rodziny, bez przyjaciół, bez lokum, bez pracy, bez znajomości języka, ale za to z wielką pasją, chęcią do życia, do spełnienia marzeń  i pozostałością wygranej w totka. Nie wierząc własnemu szczęściu, udał się przed siebie, tam, gdzie poprowadziły go nogi. Dotarł to przystanku i bez zastanowienia wsiadł w pierwszy autobus, który nadjechał… wysiadł w Sztokholmie.

Było już ciemno, nie wiedział co robić, w którą stronę się udać. Jednak z uśmiechem na ustach szedł przed siebie, tam, gdzie prowadził go zmysł „wędrowniczka”. Nie poddawał się, ani nie załamywał, był pewny siebie i kroczył z głową w chmurach, wierząc, że jutro będzie lepszy dzień, dzień, w którym spełnią się marzenia. Wszedł do McDonald’s, łamaną angielszczyzną zamówił jedzenie, usiadł przy stoliku i usłyszał obok rodzime głosy. Przez chwilę niegrzecznie przysłuchiwał się rozmowie, z której wynikało, że potrzebna jest pomoc domowa, najlepiej z Polski. Adam nie wahał się ani sekundy. Zaoferował się do pomocy i takim sposobem zyskał pracę i dach nad głową.

Mija już prawie rok, od kiedy Szwecja przygarnęła pod swoje skrzydła chłopaka z polskich gór. On nie myśli wracać, jest zafascynowany urokami tamtejszych zielonych krain. Pracuje i mieszka nadal u polskiej rodziny, w wolnych chwilach podróżuje i zwiedza zakamarki Szwecji, spełnia swoje marzenia o podróżach po skandynawskich pasach historii, która tak bardzo go fascynuje. Na razie nie myśli wracać do Polski, natomiast coraz częściej zastanawia się nad rozpoczęciem studiów na Uniwersytecie Sztokholmskim.

Ku nowym marzeniom coraz silniej popycha go chęć zgłębienia wiedzy o Szwecji i przede wszystkim przełamana bariera językowa.

Adam jest idealnym przykładem i zarazem dowodem na to, że niezależnie od tego, skąd się pochodzi, można, a nawet trzeba marzyć, bo marzenia mogą się spełniać.

 

 

Anna Wojdyła